Od jakiegoś czasu dawała mi się we znaki powolność Ubuntu na moim laptopie. Co prawda zastrzegałem się, że nie będę jej aktualizował do nowej wersji, ale informacja, że w jądrze ma być OOTB moduł do obsługi kart Atheros spowodował, że przeszedłem na wersję 8.10. To był błąd. Dochodziło nawet do takich sytuacji, że Firefox wyłączał się dopiero po 5–6 sekundach od kliknięcia, nie mówiąc o powolności uruchamiania i wyłączania całego systemu.
Postanowiłem to zmienić i znaleźć inną, szybszą dystrybucję. Z pobieżnej lektury kilku artykułów internetowych wybór padł na Fedorę. Zainstalowałem ją najpierw na maszynie wirtualnej, słusznie przewidując, że skoro na niej będzie działać wystarczająco szybko, to tym bardziej po zainstalowaniu bezpośrednio na sprzęcie. Nie zawiodłem się. Szybkość naprawdę jest nie do porównania, zwłaszcza z Ubuntu.
Jedyny zgrzyt, na jaki trafiłem to wybór przy instalacji wersji, by to sam instalator zmienił rozmiar istniejących partycji i na wolnej przestrzeni zainstalował Fedorę. Zrobił to, ale w bardzo uproszczony sposób: po prostu zmienił rozmiar, bez przesunięcia w inne miejsce plików, które znajdowały się na uciętym obszarze. Na szczęście nie były to dane na tyle ważne, abym po nich płakał (te ważne wcześniej zbackupowałem).
Ostatecznie sytuacja wygląda tak, że po kilkudniowych testach Ubuntu zostało całkowicie zaorane, a na laptopie króluje teraz Fedora, w której działa wszystko to, co ma działać (wifi również, bez żadnych dodatkowych zabiegów) i na dodatek szybciej i stabilniej. Oby tak zostało.
Z Fedorą spędziłem chyba ze dwa lata, jeśli dobrze liczę. Na laptopie sporo się z nią namęczyłem i ostatecznie przeszedłem na Mandrivę, to jest w mojej ocenie system o wiele lepszy dla laptopa.
Z Mandrivą kilka lat temu miałem do czynienia, ale nie przypadła mi do gustu. Być może aktualne wydania są już lepszej jakości.
[…] jakiś czas temu instalowałem Fedorę na moim laptopie, to nieopatrznie zgodziłem się na domyślne rozwiązanie przy partycjonowaniu […]